Rozdział 2

Siwe kosmyki opadały mi na twarz, gdy pomagałam ojcu zapakować jego ostatnie rzeczy do samochodu. Wschodziło już słońce, powiew powietrza o godzinie piątej trzydzieści cztery wpadał i wypadał z moich płuc. Ojciec rozpoczyna swą długą delegację w Stanach jako pilot prywatnych jednostek a ja mój pierwszy dzień w nowym liceum. Lekcje rozpoczynały mi się dopiero o 9, więc czasu miałam aż za dużo. Postanowiłam, że przejdę się trochę wcześniej i zaniosę wszystkie dokumenty oraz rozeznam się w otoczeniu. - Wszystko masz? - zapytałam ojca, gdy włożył swój pokrowiec z laptopem do bagażnika. - Wydaje mi się, że tak - opuścił klapę i zwrócił się w moim kierunku. Jego czarne włosy zaczynały się kręcić od wilgoci, a na policzki wstąpiły rumieńce. - Pamiętaj, że się nie żegnamy - wtrąciłam, gdy ten brał głęboki oddech. Zaśmiał się. - No jasne, że nie - poklepał mnie po ramieniu. - Będziemy w kontakcie. Wszystko masz, z głodu na pewno nie umrzesz. Zachichotaliśmy i przytuliliśmy się. Nienawidziłam pożegnań, więc z ojcem wprowadziliśmy zasadę, że wcale się nie rozstajemy, tylko pozostajemy we względnej od siebie odległości z obietnicą, że przecież nie odchodzimy od siebie na zawsze. - Dbaj tam o siebie i wysyłaj jakieś zdjęcia - poprosiłam. - Wzajemnie. Dzwoń czasem i opowiadaj jak nowa szkoła i życie. - Dobra. - No to... do zobaczenia - uścisnął moją dłoń. - Widzimy się niedługo - oddałam uścisk i patrzyłam, jak wsiada do samochodu i odjeżdża. Gdy zniknął za horyzontem poczułam lekki ucisk na sercu, jak zawsze, gdy przychodzi mi się z kimś rozstawać. Nie dopuściłam do siebie złych myśli i energicznym krokiem wróciłam do swego małego mieszkanka w jednej z kamienic zachodniej dzielnicy. W końcu to nie było pożegnanie, tylko czasowe przebywanie w odległości. Mieszkanie wyremontowane było na minimalistyczny i skromny styl współczesny. Biel nadawała przestrzeni niewielkim pomieszczeniom i wprowadzała stan ukojenia. Dla niektórych może się to wydawać zbyt chłodne i mało zagospodarowane, lecz nie cierpiałam zbędnych pierdół robiących za wypychacze wolnego miejsca. Bez zbędnego gadania postanowiłam, że zdrzemnę się jeszcze do 6:30, a później zacznę przygotowania do szkoły. Zrzuciłam buty w holu, pomaszerowałam prosto do sypialni i ułożywszy się w wygodnej pozycji usnęłam. Budzik zadzwonił równo o ustalonej godzinie. Zwlekłam się z jękiem z łóżka, zabrałam telefon z szafki i korytarzem przeszłam do kuchni. Podczas gdy ekspres do kawy przygotowywał mi kawę, sprawdziłam lokalizację mojego nowego liceum. Z ulgą stwierdziłam, że jest to około 15 minut spacerem od drzwi do drzwi. - Liceum Słodki Amoris... - mruknęłam pod nosem. - Zobaczymy co kryjesz w środku. Przygotowania na mój pierwszy dzień w szkole przebiegały bez szaleństw. Wskoczyłam pod prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy, które zaplotłam w dwa francuzy i ubrałam się klasycznie, jednak tak, jak lubię. Zwykła, biała koszulka wsadzona w spodnie o kroju mom, czarna narzutka-sweter sięgająca za pośladki i czarne botki. Do torby włożyłam potrzebne zeszyty, małą przekąskę oraz dorzuciłam długopis, gdyż w liceum nic więcej nie było mi potrzebne. Postawiłam na delikatny makijaż podkreślający urodę, uważając, by nie tworzył efektu maski i sztuczności. Paznokcie miałam co prawda zadbane, jednak te na prawej dłoni były ścięte w specyficzny sposób, na lewej ścięte niemal na zero a opuszki przykrywały bolące bąble wypełnione płynem. Wynikało to z mojego amatorskiego grania na gitarze i ukulele. Nie było to moje główne zainteresowanie, jednak lubiłam grać, komponować melodie. Zrobiłam sobie jednak przerwę, by zregenerować palce lewej ręki i skupić się na przeprowadzce. Nim się obejrzałam nadeszła godzina 8:15. Włożyłam ostatnie dokumenty do teczki, zamknęłam drzwi, włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam w drogę. Mijałam kamienice, butiki, piekarnię, markety i starałam zapamiętać wszystkie ważne lokalizacje. Zauważyłam również wejście do parku przechodząc koło przystanku autobusowego oraz kawiarnię. Gdy dotarłam na miejsce, przeszłam przez bramę i weszłam na dziedziniec. Prowadził on prawdopodobnie do samej szkoły oraz pobocznego budynku, którym zdecydowanie była sala gimnastyczna. Skierowałam się do liceum, nad którego wejściem widniał napis "Witamy w Liceum Słodki Amoris!"
- Dobra, przynajmniej trafiłam - pomyślałam. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Długi korytarz kończył się schodami, a przy każdej ścianie stał rząd szafek. Na pierwszy rzut oka dostrzegłam cztery pary drzwi. Póki co sytuacja nie przedstawia się najgorzej. Zauważyłam podchodzącą do mnie kobietę, której strój przypominał nieco różowy szlafrok. - Dzień dobry, Cherienna! Witaj w liceum Słodki Amoris. Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzujesz w nowej klasie. Już otwierałam usta, by odpowiedzieć, lecz ciągnęła swoją wypowiedź: - Radzę ci się spotkać z Natanielem, głównym gospodarzem liceum. Oprowadzi cię po budynku i da wszystkie potrzebne rzeczy. Nie zdążyłam się nawet zapytać o jego położenie, a dyrektorka jakby rozpłynęła się w powietrzu. Za mną weszła do środka dziewczyna o fioletowych włosach z ogromną sztalugą pod pachą. Kątem oka zauważyłam, że przygląda mi się ze zdziwieniem, jednak spuściła głowę i poszła dalej. Chciałam się jej zapytać o położenie sekretariatu, lecz zmyła się tak szybko, jak się pojawiła. Ze zrezygnowaniem i bez przedłużania zapukałam energicznie do pierwszych drzwi po prawej i gdy usłyszałam "Proszę", nacisnęłam na klamkę. - Można? - zapytałam, stojąc w połowie w drzwiach i na korytarzu, gdyż wysoki blondyn i niższa brunetka prowadzili energiczną dyskusję. Obydwoje odwrócili swoje spojrzenia na mnie. - Jasne, wejdź - blondyn zaprosił mnie gestem do środka. Nosił białą koszulę i niebieski krawat. Zamknęłam drzwi, jednak pozostałam przy ścianie. - Ty jesteś tą nową uczennicą? - zapytała brunetka. Miała niebieską bluzkę, włosy spięte w kucyk i fioletową wstążkę oplecioną wokół szyi. - Tak - odparłam. - Wiecie może gdzie znajdę Nataniela? Mam z nim porozmawiać.
- Akurat się składa, że to ja jestem Nataniel - blondyn się uśmiechnął. - Możesz mnie je dać, przekażę je dyrekcji i sprawdzę, czy niczego w niej nie brakuje.
Podeszłam do nich i podałam chłopakowi teczkę. Po chwili podniósł głowę znad dokumentów. - Dobrze, wszystko jest - powiedział, odkładając ją na bok. - Witamy w Słodkim Amorisie! Jak już wiesz, jestem Nataniel, główny gospodarz liceum, a to Melania, gospodarz klasy - uśmiechnęli się życzliwie. - Mamy nadzieję, że szybko się zaaklimatyzujesz.
Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że są mili. Ale jak to mówią, nie ocenia się książki po okładce.
- Dziękuję, miło poznać - odpowiedziałam uprzejmie. - Cherienna. Czułam na sobie ich wzrok, który odrobinę mi ciążył i gdy nasze spojrzenia się spotkały, pierwsza odwróciłam głowę. Poczułam się trochę nieswojo.
- Jeśli chcesz, możemy cię oprowadzić w skrócie po liceum - zaproponowali po chwili ciszy. - Podejdziemy później do pokoju nauczycielskiego po twój plan lekcji i kluczyk do szafki.
- W porządku.
Dowiedziałam się, gdzie są sale lekcyjne A i B, klasa biologiczna i artystyczna, łazienki, piwnica, stołówka i biblioteka oraz na końcu wycieczki budynkoznawczej punkt higienistki oraz szkolne kluby - koszykówki i ogrodnictwa. Po drodze trochę rozmawialiśmy i opowiadali mi o klasie, nauczycielach czy samych lekcjach. Sytuacja prezentowała się nie najgorzej, porównując tę szkołę z innymi, do których uczęszczałam. Niektóre z nich były bardzo wymagające, obowiązywał konkretny dress code i uczniowie prowadzili wyścigi szczurów. Zobaczymy, jak będzie tym razem. Podeszliśmy do pokoju nauczycielskiego, którego drzwi otworzył nam Nataniel. Wnętrze urządzone zostało w kolorach ciepłych, gdzie pierwsze w oczy rzucały się pomarańczowe kanapy. W rogach urzędowały szafki na dokumenty, stolik z podłączonym radiowęzłem, drukarka i inne standardowe elementy pomieszczeń nauczycielskich. Blondyn zostawił moją teczkę na biurku, po czym podał mi mój wydrukowany plan lekcji oraz kluczyki do szafki.
- W twojej szafce znajduje się reklamówka, w której są okulary i fartuch na lekcje chemii - dodał. - Dziękuję bardzo za pomoc - lekko się uśmiechnęłam. - Pójdę już, nie będę wam zawracać głowy.
- Jeśli czegoś potrzebujesz to wiesz, gdzie nas szukać. Do zobaczenia później - pożegnaliśmy się i opuściłam pomieszczenie. Na korytarzach pojawiło się więcej uczniów. Postanowiłam, że poszukam swojej szafki i zostawię niepotrzebne rzeczy. Nie zwracałam zbytniej uwagi na przechodzące obok osoby wyraźnie zdezorientowane moją obecnością. Przyjdzie jeszcze czas na zapoznanie się, póki co musiałam zlokalizować swoją szafkę.
Gdy w końcu mi się to udało, usłyszałam za plecami dziewczęcy głos. Odwróciłam się, a przede mną stały trzy dziewczyny; jedna blond, druga brunetka i trzecia kruczoczarna. Miały złowieszczy uśmiech przyklejony na twarz, który nie wróżył nic dobrego.
- Aha, zaczyna się - pomyślałam. Ten typ obecny jest w każdej szkole.
Obecni uczniowie przyglądali się scenie z pewnej odległości. Pewnie byli ciekaw konfrontacji oraz rozwinięcia sytuacji. Poczułam się jak na jakimś teście - jeśli obleję, zrobię złe pierwsze wrażenie, a jeśli zdam - zagarnę sobie odrobinę przychylności. Postanowiłam podjąć wyzwanie.
- Spójrzcie tylko, dziewczyny - przemówiła blondynka. Uśmiechała się od ucha do ucha pewna swojej przewagi. - Nie mamy szczęścia do nowych. Jej towarzyszki zachichotały, po czym wbiły we mnie swój wzrok i oczekiwały reakcji. - Aha - odparłam tylko. Schowałam resztę zeszytów i zamknęłam szafkę. - Coś jeszcze?
Bingo, 1:0 dla mnie. Na sekundę jakby je zamurowało, po czym w oczach blondie mignęła iskra. Okazałam obojętność i tylko skrzyżowałam ręce na piersi. Już wcześniej zdarzyło mi się mieć do czynienia z takimi osobnikami, więc wypracowałam pewną metodę.
- Właściwie to tak... - podeszła krok bliżej. Jej obcas stukał o posadzkę. - No widzisz... Zapomniałyśmy pieniędzy z domu i jesteśmy bardzo głodne... Myślę, że nie masz nic przeciwko pożyczenia nowym koleżankom dwóch banknotów... - zaczęła się zbliżać ze swoimi koleżankami, lecz ja byłam szybsza. Obróciłam prawą nogę tak, że zahaczyła o obcas blondynki, a ta straciwszy równowagę runęła na ziemię. Huk poszedł na cały korytarz. Twarz jej, dziewczyn i uczniów wyrażała szok, lecz później zdawało się słyszeć chichoty. Uśmiechnęłam się złowieszczo i spojrzałam jej prosto w oczy. - Następnym razem nie zapomnij głowy z domu - rzuciłam tylko i skierowałam się do klasy.

///

Komentarze